Bear Claw: Przetestowany w dziczy podczas wyprawy do Czarnogóry

Bear Claw to jeden z tych projektów, które z perspektywy czasu wydają się interesujące właśnie dlatego, że nikt z nas tak naprawdę nie wiedział, dokąd nas zaprowadzą. W rzeczywistości na początku wcale nie miał to być nóż kempingowy.

zobacz nóż Bear Claw 

Od noża do filetowania do czegoś zupełnie innego

Pierwotny pomysł wyszedł od Ernesta, mojego współpracownika i byłego sushi chefa z ponad 20-letnim doświadczeniem kulinarnym. Chciał zaprojektować nieco inny rodzaj noża do filetowania ryb i mięsa: coś wystarczająco precyzyjnego do filetowania, ale jednocześnie na tyle uniwersalnego, by wygodnie kroić salami, prosciutto i wszystko inne, co akurat moglibyście przygotowywać.

Zasadniczo nóż miał jeden prosty priorytet: musiał kroić naprawdę, naprawdę dobrze.

Narysował kilka szkiców, pokombinowaliśmy z tym pomysłem, a potem w pewnym momencie cały projekt utknął w miejscu. Projekt wylądował w szufladzie i niemal o nim zapomnieliśmy.

Motocyklowy problem

Następnie, podczas jednego z naszych kursów ostrzenia, dostałem wiadomość od mojego przyjaciela Tomaža. Znamy się od lat, jeszcze z czasów motocrossu, i zapytał, czy mamy mniejszy nóż, który nadawałby się do wożenia na motocyklu.

Roman, jego przyjaciel z ADV Spirit, już od jakiegoś czasu podróżował z jednym z naszych japońskich noży gyuto o długości 210 mm, spakowanym na motocyklu.

To zabawne, gdy się to sobie wyobrazi: facet przemierzający bezdroża Bałkanów z długim japońskim nożem kuchennym, tylko po to, żeby móc porządnie pokroić swoje salami.

Tomažowi wyraźnie spodobał się pomysł zabierania na motocykl japońskiego noża. Chciał tylko czegoś mniejszego, praktyczniejszego i łatwiejszego do spakowania na motocyklu.

Z szuflady na drogę

Kiedy zastanawiałem się, co mógłbym mu zaoferować, nagle przypomniałem sobie projekt Ernesta. Wyciągnęliśmy go z szuflady, spojrzeliśmy na niego z nieco innej perspektywy i zdaliśmy sobie sprawę, że być może przez cały ten czas mieliśmy przed sobą coś znacznie ciekawszego.

Myślę, że właśnie wtedy naprawdę narodził się Bear Claw.

Nigdy nie chcieliśmy stworzyć kolejnego tradycyjnego noża survivalowego czy bushcraftowego. Takich noży jest już mnóstwo, a wiele z nich jest fantastycznych. Bear Claw nigdy nie miał jednak służyć do rąbania gałęzi, otwierania puszek ani udowadniania, ile znęcania się wytrzyma kawałek stali.

Jego przeznaczenie jest znacznie prostsze. Ma cholernie dobrze kroić. I to prawdopodobnie jeden z powodów, dla których tak bardzo go lubię.

Stworzony do prawdziwego gotowania w plenerze

Kiedy myślę o tym, do czego naprawdę używam noża podczas motocyklowej wyprawy, są to całkiem zwyczajne rzeczy. Przygotowanie śniadania rano. Krojenie chleba, salami, sera, warzyw lub owoców. Ewentualnie przygotowanie kawałka mięsa wieczorem.

Zasadniczo chodzi o rzeczy, które naprawdę robisz każdego dnia, gdy jesteś w podróży.

Dlatego pod względem charakteru Bear Claw ma znacznie więcej wspólnego z japońskim nożem kuchennym niż z tradycyjnym nożem survivalowym. Jest wykonany w Japonii z proszkowej nierdzewnej stali SG2, zahartowanej do około 63–64 HRC, ale przede wszystkim chcieliśmy zachować to, co od początku kochamy w japońskich nożach — geometrię i sposób, w jaki czują się podczas cięcia.

A potem przyszła Czarnogóra.

Właśnie wtedy cała ta historia nabrała dla mnie zupełnie innego znaczenia.

Czarnogóra i ADV Spirit Quest

Zanim wrócę do samego noża, muszę powiedzieć coś o Czarnogórze.

Jeśli nigdy tam nie byłeś — mam na myśli góry, nie wybrzeże — jedź.

W życiu przemierzyłem pieszo i odwiedziłem całkiem sporo pasm górskich, ale Czarnogóra naprawdę mnie zachwyciła. Wędrówki są tam niesamowite, drogi wspaniałe, a o tym, co można tam znaleźć na motocyklu po zjechaniu z asfaltu, nawet nie będę zaczynać.

Krajobraz zdaje się nieustannie zmieniać, a od czasu do czasu po prostu trzeba się zatrzymać i chłonąć wszystko dookoła.

I właśnie do takiego otoczenia zabraliśmy jedne z pierwszych egzemplarzy Bear Claw.

W tamtym momencie istniało zaledwie kilka egzemplarzy: wczesne próbki, które dotarły bezpośrednio z Japonii tuż przed moją podróżą do Czarnogóry. Dwa trafiły do Tomaža i Romana, a kolejny przygotowaliśmy specjalnie jako prezent dla Adama Riemanna.

To sprawiło, że ta część historii była dla mnie jeszcze bardziej wyjątkowa, ponieważ od dawna śledzę Adama i jego filmy na YouTube.

Jeśli interesujesz się motocyklową turystyką przygodową, prawdopodobnie nie trzeba go specjalnie przedstawiać. Jeśli nie, wystarczy wiedzieć, że spędził ogromną część życia na motocyklach, podróżował po całym świecie i zamienił te przygody w naprawdę niesamowite filmy.

Adam nie był więc dla mnie tylko kimś, kto ma ogromną liczbę obserwujących, komu można wręczyć nóż i mieć nadzieję, że może któregoś dnia pojawi się on w jednym z jego filmów.

Był jeszcze jeden powód, dla którego wydawał się idealną osobą dla Bear Claw.

Reakcja, na którą liczyliśmy

W rodzimej Australii prowadzi na swojej farmie dość samowystarczalne życie. Nóż nie jest dla niego po prostu kolejnym elementem wyposażenia przy plecaku. Naprawdę używa noży do przygotowywania i obróbki mięsa oraz do różnego rodzaju codziennych prac.

Nie chodziło mi więc tak naprawdę o to, czy Adam uważał, że Bear Claw wygląda świetnie. Chciałem wiedzieć, co sądzi o nim jako o nożu.

A ja uzyskałem pierwszą odpowiedź, zanim on jeszcze wiedział, że w ogóle jej udziela.

Kiedy Adam po raz pierwszy zobaczył Bear Claw razem z nami w górach, niemal zapomniał, gdzie się znajduje. Wziął go do ręki, obracał w dłoniach, przyglądał się geometrii i ogólnemu kształtowi, a niemal od razu zaczął mówić o tym, jak idealnie nadawałby się do krojenia salami, przygotowywania jedzenia i obróbki mięsa.

W tamtym momencie zupełnie nie miał pojęcia, że jego własny Bear Claw już na niego czeka.

Po prostu stałem tam, obserwowałem jego reakcję i myślałem: Ernest, doskonale zaprojektowałeś ten nóż. Później nadszedł moment, gdy rzeczywiście wręczyliśmy mu jego nóż.

Nie sądzę, żebym szybko zapomniał tę chwilę.

Adam był autentycznie i wyraźnie poruszony. Powiedział nam, że ze wszystkich prezentów, jakie otrzymał podczas swoich wieloletnich podróży, ten był pierwszym, o którym naprawdę czuł, że będzie go cenił i używał do końca życia. Powiedział też, że ten nóż będzie tym, co najbardziej zapamięta ze swojej podróży po Europie.

Muszę przyznać, że w tamtej chwili byłem niesamowicie szczęśliwy.

Po części dlatego, że stałem tam i obserwowałem tak szczerą reakcję kogoś, którego pracę śledziłem od lat. Stworzyliśmy coś, włożyliśmy mu to w ręce, a to naprawdę go poruszyło.

Ale jeszcze bardziej uderzyło mnie to, że nic z tego, co nastąpiło później, nie było czymś, czego się po nim spodziewaliśmy. Nie daliśmy mu noża w zamian za film i nie przyjechaliśmy z żadną umową określającą, co miałby z nim zrobić.

Pomysł wyszedł od niego.

Pojechaliśmy do Czarnogóry z kilkoma pierwszymi egzemplarzami Bear Claw, chcąc oddać je w ręce osób, o których wiedzieliśmy, że naprawdę będą ich używać. Wróciłem do domu z poczuciem, że być może stworzyliśmy coś odrobinę bardziej wyjątkowego, niż zdawaliśmy sobie sprawę na początku.

A Adamowi udało się jakoś idealnie podsumować całą tę historię.

Kiedy się żegnaliśmy, powiedział:

Kiedy jeździliśmy po górach, wiedziałem, że będę miał ten nóż… Po prostu myślałem, że będę musiał ukraść go Tomažowi..”

Kiedy teraz na to patrzę, myślę, że to zdanie całkiem dobrze podsumowuje całą historię Bear Claw.

Po raz pierwszy byłem tak blisko zaangażowany w projekt niemal od samego początku. Od pierwszej rozmowy z Tomažem i początkowych pomysłów, przez prototypy i pierwsze ukończone noże, aż po moment, gdy wręczyliśmy jeden z nich komuś, którego pracę śledziłem od lat.

A najlepsze w tym wszystkim było to, że Adam niemal od razu zrozumiał Bear Claw: dokładnie to, czym był, i dokładnie to, co próbowaliśmy stworzyć.

Mały, naprawdę użyteczny japoński nóż, który można wrzucić do bagażu motocyklowego, zabrać ze sobą na biwak albo po prostu używać w domu.

Nie został stworzony jako kolejny nóż survivalowy czy bushcraftowy, zaprojektowany tak, by przetrwać każdą głupią rzecz, którą można mu zrobić. Został stworzony jako nóż, którego naprawdę będziecie chcieli używać, zwłaszcza gdy trzeba przygotować jedzenie.

Stworzony do użytkowania

A może największym komplementem, jaki Bear Claw mógłby kiedykolwiek otrzymać — przynajmniej dla mnie — byłoby zobaczenie noża Adama za dziesięć czy dwadzieścia lat: całego porysowanego, ze skórzaną pochwą zużytą przez lata użytkowania, z ostrzem niezliczoną ilość razy ostrzonym, ale wciąż gdzieś na jego farmie albo spakowanym na jego motocyklu.

Bo oznaczałoby to, że stworzyliśmy dokładnie to, co zamierzaliśmy stworzyć: nóż, który warto nosić, używać i zachować na lata.

Dziennik SharpEdge

RSS